Czwartek, 9 września 2010
|
|
|
| ![]() ARGENTYNA: Okruchy dyktatury PABLO Autor: Zuzanna Boryczko Pablo Jurkiewicz jest wysokim, szczupłym mężczyzną po pięćdziesiątce. Nic w jego wyglądzie nie wskazuje na dramat przeżyty w młodości. Może oprócz przenikliwego spojrzenia niebieskich oczu, które budzi trudny do opisania niepokój. Strata matki, zamordowanej przez wojskowych, śmierć przyjaciół, tortury – tragiczne przeżycia sprzed lat skrywa bardzo głęboko. Jego historia jest podobna do tysięcy innych. Z tą różnicą, że większości z nich nie ma kto opowiedzieć...
Ojciec Pabla po wojnie trafił do Argentyny. Tu się ożenił, ale nie potrafiąc poradzić sobie z brzemieniem wojennych wspomnień, wkrótce stał się alkoholikiem i zostawił rodzinę bez środków do życia. Cristina, matka Pabla, szukała pomocy dla siebie i trójki dzieci w Kościele. Tak zaczęły się jej kontakty z Monteneros – choć większość duchownych popierała konserwatywną dyktaturę, byli i tacy, którzy popierali ten lewacki ruch, m.in. ojciec Munici (zamordowany przez wojskowych wkrótce po przewrocie). Biedota lgnęła do Monteneros, bez względu na ryzyko. Cristina zaangażowała się, jak inni. Jednak w ten sposób narażała też rodzinę. – W tamtej rzeczywistości wywrotowa działalność jednej osoby rzucała podejrzenie na całe jej otoczenie – tłumaczy Pablo. – Czystki prowadzone przez reżim dosięgały rodziny, znajomych. Tortury łamały wszelkie przysięgi, brutalnie wydobywały z przesłuchiwanych nazwiska, adresy, szczegóły działania. Cristina przeszła przez obozy szkoleniowe w Libii i na Kubie. W 1977 r. wzięła udział w nieudanym zamachu na generała Videlę. Szybko znalazła się w czołówce poszukiwanych przez juntę. – Strach, kiedy nie wracała do domu, przerażenie za każdym razem, gdy słychać pukanie do drzwi, ciągłe przenoszenie się z miejsca na miejsce... Tak wyglądało nasze życie – mówi Pablo. Z czasem i on zaangażował się w działalność agitacyjną. Początkowo, jeszcze w szkole, razem z kolegami podrzucali w miejsca publiczne ulotki, pisma, malowali na murach wywrotowe hasła. Rychło Pablo trafił do środowiska jego matki, zaczął brać udział w mniejszych akcjach. Zmienił podejście do życia. – Ciągle nadchodziły wieści o kolejnych zniknięciach czy zatrzymaniach. Żyło się myślą, że juro to mogę być ja, mój najbliższy przyjaciel, ktoś z rodziny. Przyzwyczailiśmy się do strachu i patrzyliśmy na życie, jak na coś bardzo ulotnego – wyznaje. Monteneros chodziło przede wszystkim o wyeliminowanie poszczególnych funkcjonariuszy reżimu. – Dziś nazwano by to terroryzmem – komentuje Pablo. – Jednak jak inaczej walczyć z wrogiem, stosującym metody tak brutalne, z całym tym wojskowym zapleczem? Pablo usprawiedliwia dawnych towarzyszy broni, mówiąc, że zawsze wyznaczali sobie konkretny cel i nie narażali życia postronnych ludzi, podkładając bomby w miejscach publicznych jak ETA czy IRA. Zarzeka się, że walcząc z towarzyszami broni, nigdy nikogo nie zabił. Na początku 1978 r. zatrzymany został bliski towarzysz Cristiny. Równało się to ze zdemaskowaniem całej listy kontaktów i adresów, w tym również matki Pabla. Dla bezpieczeństwa rodzina zdecydowała się rozdzielić. – Wtedy widziałem ją po raz ostatni – mimo upływu lat w oczach Pabla pojawiają się łzy. Wkrótce Pablo został schwytany. Przeżył tortury, o których nawet dziś nie chce mówić. Oprawcy chcieli wiedzieć przede wszystkim, gdzie jest Cristina – niewiele mógł więc powiedzieć. Nie podzielił losu innych. Na szczęście mężem jego siostry był naczelnik policji – po jego interwencji Pablo wyszedł na wolność. W więzieniu spędził jedynie dwa tygodnie, ale gdyby nie koneksje, niewątpliwie podzieliłby los tysięcy innych ofiar reżimu. Wszystkimi sposobami próbował dowiedzieć się czegoś o losie matki. Z różnych źródeł dowiadywał się, że została zatrzymana. Potem jednak trop się urywał. Zniknęła – jak setki innych... ![]() |
|
| Subnet Internet (C)2003 |