Czwartek, 9 września 2010
|
|
|
| ![]() UCHODŹCY W POLSCE WITAJCIE (?) W POLSCE Autor: Jakub Brodacki Prawo jest jak pajęczyna: bąk się przebija, mucha zaplącze – powiada przysłowie. Od siedmiu lat mogą je sobie powtarzać Czeczeni, uchodzący do Polski przed systematycznym wyniszczaniem narodu, czyli – prześladowaniem na tle narodowościowym. Rzeczpospolita Polska reprezentowana przez Urząd ds. Repatriacji i Cudzoziemców (URiC), oraz – w II instancji Radę ds. Uchodźców – permanentnie jednak odmawia im prawa do otrzymania statusu uchodźcy.
Karta Narodów Zjednoczonych przyznaje każdemu narodowi prawo do samostanowienia. Exodus Czeczenów z ojczyzny jest bezpośrednim następstwem odmówienia im tego prawa przez Rosję. Ze względu jednak na polityczne i energetyczne uzależnienie Polski – a szerzej, Europy – rzadko kto protestuje dziś przeciw polityce Moskwy wobec kaukaskiej republiki. Bezpośrednio przekłada się to na prawną sytuację czeczeńskich uchodźców. Najwyższe organy sàdowej władzy Rzeczypospolitej w postaci Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) wyrażają prawnie wiążący pogląd, iż tragiczna sytuacja ludności cywilnej w Czeczenii „nie wynika z prześladowań przez władze Federacji Rosyjskiej Czeczenów z powodu ich narodowości, ale jest wynikiem trwającej tam wojny domowej, której jednym ze źródeł jest walka o niepodległość. Tak więc niezależnie od tego, że tragiczne skutki wieloletniej już wojny domowej odczuwają wszystkie osoby narodowości czeczeńskiej (a zapewne i inni mieszkańcy tego regionu), w świetle definicji uchodźcy do uzyskania statusu uchodźcy uprawnione są jednak osoby, które indywidualnie wykażą, że są (lub mogą być w przyszłości) obiektem skierowanych przeciwko nim prześladowań” (wyrok NSA z dn. 13.06.2003 sygn. Akt V S.A. 2582/02). Jak czytamy w innym orzeczeniu NSA , „podstawową przesłanką decydującą o możliwości uzyskania statusu uchodźcy jest uzasadniona obawa przed prześladowaniem po stronie aplikującego. Obawa jest odczuciem subiektywnym, bezpośrednio niepoznawalnym i niemożliwym do zweryfikowania. Dlatego w sytuacji, gdy skarżący twierdzi, iż taką obawę odczuwa, punkt ciężkości oceny musi przesunąć się na okoliczności zobiektywizowane, czy skarżący ma zobiektywizowane podstawy do odczuwania zagrożenia. Jest to szczególnie trudne w sytuacji, gdy sam fakt ubiegania się o status uchodźcy często może kamuflować inne motywy migracji, zwłaszcza przyczyny ekonomiczne. Gdy więc ubiegający się o status uchodźcy twierdzi, iż żywi obawę przed prześladowaniem, na nim spoczywa ciężar wykazania tych obaw” (wyrok NSA z dn. 18.03.2002 r. sygn. Akt V S.A. 3685/00). W wyroku tym sąd wskazuje na URiC, który ma znaleźć okoliczności obiektywne. Tymczasem dla URiC co prawda okoliczności obiektywne mają – jak się zdaje – przewagę nad subiektywnymi odczuciami, ale ciężar dowiedzenia obiektywnych okoliczności zrzuca się na barki subiektywnie patrzącego uchodźcy. Ta zasadnicza sprzeczność uniemożliwia jakąkolwiek humanitarną procedurę, gdyż stawia uchodźcę w sytuacji gorszej niż ta, którą przyznaje się podejrzanemu w postępowaniu karnym. Bo postępowanie karne zakłada niewinność podejrzanego, a tu z góry przyjmuje się założenie, że uchodźca oszukuje. Uchodźca musi udowodnić swoją „niewinność”, co przypomina przesłuchanie przez prokuratora lub funkcjonariusza kontrwywiadu. „Karą” w tym przypadku jest – w najlepszym razie – przyznanie prawa do pobytu bez istotnej pomocy na zagospodarowanie, tzw. „pobyt tolerowany”. „Pobyt tolerowany” oznacza zgodę na przebywanie na terytorium Rzeczypospolitej, z teoretycznie zagwarantowanymi uprawnieniami do ubiegania się o świadczenia, przysługujące bezrobotnym i ubogim. W praktyce jest to życie bez realnej pomocy, los żebraka. Przed wejściem w życie regulacji dublińskiej (tzw. Dublin II) uchodźca mógł wyjechać z Polski do krajów zachodnich, by tam jeszcze raz ubiegać się o status uchodźcy i nawet po odmowie jego przyznania żyć w warunkach bez porównania lepszych niż w Polsce. Był to dla władz w Warszawie swoisty „wentyl bezpieczeństwa”, dający pretekst do unikania zwiększonych wydatków na uchodźców. Jednak obowiązująca od maja 2004 roku regulacja dublińska ustala, że państwem UE odpowiedzialnym za rozpatrzenie wniosku o nadanie statusu uchodźcy jest państwo, w którym cudzoziemiec po raz pierwszy złoży wniosek. Rezultat okazuje się wręcz katastrofalny. Nawet z przyznanym pobytem tolerowanym, uchodźca wegetuje w Polsce bez realnej pomocy i bez możliwości legalnego wyjazdu do bogatszego kraju. Oczywiście istnieje wariant najgorszy. Czeczena zawsze można wydalić do tzw. „kraju pochodzenia” – do Rosji, gdzie czekają go upokorzenia, tortury, a często także śmierć. Nawet jednak ci, którym przyznano prawo do pobytu w Polsce, najczęściej stają przed tragicznym wyborem: wrócić i byc może zginąć, lub zostać i prowadzić życie pozbawione praw i perspektyw na lepszą przyszłość. PRZED CZYM UCIEKAJĄ CZECZENKI? W przypadku kobiet jedną z częstych przyczyn wyjazdu jest gwałt lub jego usiłowanie, wiążące się zwykle z próbą wymuszenia zeznań, dotyczących zaangażowanych w ruch oporu członków rodziny. Już samo popełnianie gwałtów na ludności cywilnej Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) uznaje za zbrodnię przeciwko ludzkości (statut z 1998 r. art. 7, ust. 1 pkt. g) i zbrodnie wojenne (art. 8, ust. 2, pkt. B XXII oraz E VI). Czynów takich nie można uznać za zwykłe skutki wojny. Lecz dla URIC powód opuszczenia kraju jest tak pospolity, że wartość zasad Konwencji Genewskiej ulega swoistej „inflacji” i wniosek o przyznanie statusu uchodźcy musi być wsparty jakimiś bardziej „mocnymi” argumentami. W jednej z decyzji czytamy: „wnioskodawczyni podnosi kwestię próby dokonania gwałtu, którego mieliby dopuścić się żołnierze rosyjscy, którzy wtargnęli do jej domu [...]. Przestępstwa tego nie dokonali, albowiem przeszkodzili im sąsiedzi, którzy po usłyszeniu krzyków przybiegli na pomoc [...]. Sprawami przestępstw zajmuje się prawo karne [...], usiłowanie popełnienia przestępstwa (gwałtu) wykracza poza zakres stosowania Konwencji Genewskiej”. Dla URiC nie jest ważne ani to, że gwałt jest zbrodnią wojenną, ani to, że próba zgwałcenia kobiety miała na celu wymuszenie jej zeznań o własnych krewnych działających w ruchu oporu, ani wreszcie to, że zagrożenie gwałtem jest całkowicie realne i że wywołuje indywidualnie odczuwaną trwogę, spełniającą wszelkie przesłanki uznania prawa do otrzymania statusu uchodźcy. Idąc tym tropem – nie jest dla Urzędu argumentem wyjazd z powodu pokrewieństwa ze znanym bojownikiem, jeśli nie jest on gwiazdą medialną w państwach zachodnich. Twierdzi się, że krewni mniej znanych bojowników nie muszą się bać o swoje bezpieczeństwo. Wyszukuje się takie fakty, jak np. rozwód, aby stwierdzić, że skoro uczestniczący w ruchu oporu mąż od dawna nie prowadzi z żoną jednego gospodarstwa domowego, to żona nie jest zagrożona prześladowaniem... Ale i gwiazdy medialne blakną z czasem – znane są przypadki odmowy uznania statusu uchodźcy kobietom spokrewnionym z Dżocharem Dudajewem lub Asłanem Maschadowem, gdyż obaj nie żyją, a i czas ich największej popularności medialnej dawno się skończył. Podobnie też praca w administracji Dudajewa i związane z tym późniejsze pogróżki pamiętliwej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), nie stwarzają uzasadnionej obawy przed prześladowaniem. Uzasadnieniem nadania statusu uchodźcy nie będą też pogróżki i nękanie przez FSB kobiet prowadzących działalność społeczną, polegającą na przykład na obronie uchodźczych miasteczek namiotowych w Inguszetii przed likwidacją, udzielaniu wywiadów zagranicznym dziennikarzom, organizowaniu oraz uczestniczeniu w antywojennych wiecach i demonstracjach, czy w końcu – na poszukiwaniu osób zaginionych podczas wojny. Prowadzenie takiej działalność, zdaniem Urzędu, świadczy bowiem o tolerancji władz rosyjskich dla społeczników, ergo: nie ma mowy o prześladowaniu. Bagatelizując późniejsze najścia ze strony FSB, podaje się najróżniejsze wykręty. Paradoksalnie np. to, że pewną Czeczenkę spotkały prześladowania (znane z innych źródeł), o których sama nie zeznała, zatem zataiła je w złej wierze. W rezultacie, status uchodźcy się jej nie należy. Gdy Rosjanie uznają kobietę za „terrorystkę”, tym gorzej dla niej. Za „terrorystę” Rosjanie mogą uznać każdego, kto chce opuścić Czeczenię. Stąd też „terroryści” muszą płacić za paszporty, dużo i w twardej walucie. Jednak i w tym przypadku zasady Konwencji ulegają hiperinflacji: wojna to wojna, na wojnie nadużycia i korupcja są codziennością. Szczególnie obciążający jest dla URiC fakt pobytu Czeczenki (lub Czeczena) przez pewien czas w jakiejś części Rosji. Pobyt w Inguszetii na przykład jest równoznaczny z „w miarę normalną” egzystencją. Pobyt w Kabardyno-Bałkarii wraz z zameldowaniem oznacza, że Czeczenka była w Rosji bezpieczna. A już zupełnie dyskwalifikujące są takie przypadki, jak transport zwłok męża z Polski do Czeczenii, gdyż trumna z ciałem męża, jak wiadomo, idealnie zabezpiecza wdowę przed prześladowaniami. URiC stoi na stanowisku, że skoro tam pojechała i nie zginęła, to znaczy, że nic jej nie grozi. Wreszcie, mitologia panującej w Czeczenii „wojny domowej” oznacza, że jeśli prześladowcami są na przykład kadyrowcy (czeczeńscy kolaboranci), to sprawca ten jest definiowany jako „czynnik niepaństwowy”, a zatem niemożliwe jest zastosowanie Konwencji Genewskiej, która w polskiej interpretacji przewiduje, że prześladować może tylko państwo. Nie jest już ważne, że wspomniany statut MTK w artykule 27 wyraźnie stwierdza, iż jego przepisy stosuje się wobec wszystkich osób, bez jakichkolwiek różnic wynikających z pełnienia funkcji publicznej. A zatem zbrodni (prześladowanie jest zbrodnią – patrz art. 7 ust 1 pkt. G statutu MTK) może dopuszczać się praktycznie każdy. I każdy ponosi za to indywidualną odpowiedzialność. URiC ignoruje fakt, że prześladowanie ze strony czynnika „niepaństwowego” jest prześladowaniem w rozumieniu Konwencji Genewskiej. Warto też pamiętać o zaleceniach Wysokiego Komisarza do Spraw Uchodźców, który w swoim podręczniku „Zasady i tryb ustalania statusu uchodźcy” wyraźnie wskazuje, iż jeżeli czynów dyskryminacyjnych lub aktów wrogości dopuszczają się „organy niepaństwowe” lecz są one „świadomie tolerowane przez władze lub jeśli władze odmawiają zapewnienia skutecznej ochrony bądź nie są w stanie jej zapewnić” mamy do czynienia z prześladowaniem w rozumieniu Konwencji Genewskiej. Z całą pewnością można i należy tę zasadę stosować wobec Czeczenów. DLACZEGO UCIEKAJĄ MĘŻCZYŹNI? Pierwsze zeznanie („składane spontanicznie”) jest dla URiC bardziej wiarygodne, niż następne. Przy pierwszym przesłuchaniu, znużeni długą tułaczką Czeczeni zazwyczaj mówią to, co im naiwnie w pierwszym odruchu przychodzi do głowy, a mianowicie o strachu o rodzinę, o trudnej do wysłowienia nienormalności życia w Czeczenii, o okropieństwach rosyjskiej okupacji. A to już samo w sobie dyskwalifikuje ich w oczach URiC jako kandydatów na uchodźców. Argument o tym, że Czeczen ucieka przed skutkami wojny, absolutnie przeważa nad jakimikolwiek innymi, zeznanymi przezeń okolicznościami. Dla URiC nie jest ważne, że Czeczen osobiście obawia się prześladowania. Skoro bowiem jest Czeczenem (w tym przypadku narodowość jest jednak ważna!), ex definitione obawia się wojny. Status uchodźcy mu więc nie przysługuje. Po prostu są narody, które już „tak mają”, że ciągle są w stanie „wojen plemiennych” lub „klanowych”. Jest to dla nich stan normalny i – jak to czytelnie wyraził w TV znany doradca ds. rosyjskich poprzedniego prezydenta RP – „oni są przyzwyczajeni do cierpienia”. Czeczenom, którzy nie opuszczą ojczyzny, grożą przede wszystkim śmierć i tortury, mające na celu wymuszenie zeznań, dotyczących ruchu oporu. Torturowanego niekiedy udaje się rodzinie wykupić i wtedy co prędzej uchodzi on z kraju. Niestety, „wykup” znów prowadzi do „inflacji” zasad Konwencji Genewskiej. Skoro rodzinie udało się go wykupić, to znaczy, że Czeczen ów nie był dla Rosjan szczególnie cenny. Jeszcze gorzej, jeżeli Czeczen posiada oficjalne rosyjskie dokumenty, gdyż w oczach URiC jest to koronnym dowodem na brak prześladowań. Nie daj Bóg, jeśli między czasem prześladowania, a wyjazdem z kraju, minęło pół roku. URiC nie interesuje się tym, że choć paszport sporządzono w listopadzie, to faktycznie do rąk Czeczen dostał go w marcu następnego roku. Tak samo, jeśli po wybuchu wojny Czeczen próbował powrócić do kraju, na przykład w celu wzięcia udziału w pogrzebie matki lub siostry. Taka „turystyka” do Czeczenii na jakiś tam pogrzeb, jest równoznaczna z brakiem poczucia zagrożenia. Zmuszanie do zdrady, do tajnej współpracy z wrogiem, nie jest dla URiC objawem prześladowania. Jeśli Czeczen zeznaje, że był bojownikiem, jego poczucie zagrożenia podważa się na różne sposoby. Można przyjąć, że w Czeczenii patriotyzm tak się spospolitował, iż „zarzut udziału w wojnie czy wspierania bojowników może zostać postawiony każdemu aktywnemu fizycznie mężczyźnie, który w tym okresie nie opuścił republiki. Wydaje się jednak, iż fakt, czy ktoś rzeczywiście walczył czy nie – jest sprawą drugorzędną, gdyż powody aresztowania są dowolne. Najczęściej celem zatrzymania jest wymuszenie czy szantaż, czyli czyny o charakterze kryminalnym, nie mające nic wspólnego z celowym i zamierzonym prześladowaniem danej osoby. Potencjalne zaś zatrzymania, na które cudzoziemiec mógłby zostać narażony, znajdując się na terytorium Federacji Rosyjskiej, są powszechnym procederem łamania praw człowieka stosowanym w obecnej wojnie rosyjsko-czeczeńskiej i doświadcza go większość mieszkańców Republiki Czeczenii”. A skoro większość, to zasady Konwencji oczywiście nie mają zastosowania... Można też zarzucić Czeczenowi „ogólnikowość relacji” o uczestnictwie w oddziałach zbrojnych. Ze względu na dobro towarzyszy broni, przesłuchiwany zwykle stara się mówić jak najmniej o swoich doświadczeniach, jest spięty i nieufny. Może mylić daty, niekiedy nawet o rok, być niekonsekwentnym. Jest pewny, że jego zeznanie jeszcze tego samego dnia wyląduje w Moskwie. Inny „mota” fakty, osoby, daty. I tu urzędnik go przybija. Nie pamiętał daty i godziny wkroczenia Basajewa do Dagestanu!... A przecież bojownik nic, tylko wkuwa na pamięć daty z życia ulubionych bohaterów urzędnika. Można też Czeczenowi zarzucić, że nie był znanym bojownikiem, nie figuruje na listach Czeczenów poszukiwanych przez władze rosyjskie. Wreszcie można mu imputować terroryzm. Pod tym względem sytuacja Czeczenów znacznie się pogorszyła po zamordowaniu prezydenta Maschadowa. URiC uznał, że podziemne państwo czeczeńskie przestało istnieć, zatem wszystkie formacje ruchu oporu, to „samozwańcze” organizacje uczestniczące w „spisku mającym na celu popełnianie zbrodni wojennych”, organizacje terrorystyczne. Ze względu na wspomniane wcześniej postanowienia regulacji dublińskiej, Czeczeni nie mogą obecnie prosić o nadanie statusu uchodźcy w innych krajach. Jednocześnie rząd RP nie zamierza udzielać im znaczącej pomocy. Być może te dwa fakty tłumaczą, dlaczego oskarża się uchodźców o zbrodnie wojenne. Ten niebezpieczny precedens może w przyszłości ulec rozszerzeniu, pozwalając na standardowe „wydalanie” Czeczenów do Rosji na podstawie dowolnie i arbitralnie zmyślonych oskarżeń. Polski budżet zostanie uchroniony przed „nadmiernymi” wydatkami. URZĘDOWE KOPIUJ-WKLEJ Struktura typowej decyzji odmownej jest następująca. W części pierwszej mamy treść postanowienia, w części zaś drugiej – uzasadnienie. Składa się ono z: a) fragmentu pierwszego zeznania cudzoziemca, po którym można poznać, jaka będzie treść uzasadnienia odmowy; b) szczegółowego streszczenia przesłuchania (jednego lub kilku); c) copy-paste I – tu urzędnik wkleja wielozdaniowy usus na temat przyznawania statusu uchodźcy, zazwyczaj taki sam lub z niewielkimi zmianami, zależnie od okoliczności; d) copy paste II – tu urzędnik wkleja swój obszerny wywód, koniecznie ze zdaniami wielokrotnie złożonymi, zawierający wyjaśnienie, dlaczego uchodźcy nie należy się status uchodźcy, w podobny sposób jak w copy-paste I; e) copy-paste III – tu urzędnik wkleja standardowy wywód o tym, że wojna to wojna, na wojnie się morduje, rabuje i gwałci, zatem cudzoziemiec jest pospolitym uciekinierem wojennym i dlatego status uchodźcy mu nie przysługuje; f) copy-paste IV – jeśli cudzoziemiec budzi w urzędniku wyjątkową niechęć, uznaje, że jego życiu w Rosji nie zagraża żadne niebezpieczeństwo i może wrócić tam, skąd przyjechał, o czym powiadamia się Komendanta Głównego Policji. Technika copy-paste wydaje się być egzemplifikacją wciąż podnoszonej przez URiC konieczności indywidualnego rozpatrywania każdego przypadku. Ponadto jakikolwiek wybuch emocji u Czeczena, oczekującego na decyzję w warszawskim budynku Urzędu na Koszykowej, kończy się zarzuceniem mu „roszczeniowego podejścia do życia” lub „teorii spiskowej”. Ustawa o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z dn. 13 czerwca 2003 roku w artykule 90 ust. 1 przewiduje, że cudzoziemcowi można udzielić azylu w Polsce, gdy jest to niezbędne do zapewnienia mu ochrony oraz „gdy przemawia za tym ważny interes Rzeczypospolitej Polskiej”. Tym ważnym interesem Rzeczypospolitej mogłaby być choćby symboliczna, dyplomatyczna walka z mocarstwową polityką Moskwy, poprzez zdecydowaną wolę i realizację rzeczywistej pomocy udzielanej uchodźcom. A jednak w drodze do „normalizacji stosunków” polskie władze wybrały inną drogę. Jej dowcipne efekty mogliśmy niedawno zaobserwować w postaci propozycji Putina, aby do spotkania obu prezydentów doszło na Bialorusi. Mimo woli musimy znów powrócić do porównań historycznych, które zresztą tak bardzo się podobają Rosjanom. Kiedy Batory wysyłał do Iwana Groźnego utrzymane w grzecznym tonie listy, ten odpowiadał pogardliwie, niekiedy zaczynając od słów „Ty, sosied!”. Nauczony złym doświadczeniem, kanclerz Zamoyski wysmażył obfitą epistołę, którą zaczynał od słów: „Ty kacie narodu ludzkiego, nie panie, który poddanym swoim jako bydlętom, nie jako ludziom rozkazujesz...”. Słysząc to Iwan odpowiedział królewskiemu posłowi: „Napiszemy odpowiedź bratu naszemu królowi Stefanowi” – po czym powstał z miejsca i dodał grzecznie: „kłaniaj się od nas twojemu monarsze”. Bo na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Współpraca: AGNIESZKA JASIAKIEWICZ, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej (udzielające bezpłatnych porad prawnych dla uchodźców czeczeńskich w Polsce). W roku bieżącym do dnia 22.06.2006 złożono 1208 wniosków o nadanie statusu uchodźcy, z czego 102 rozpatrzono pozytywnie, nadając status uchodźcy 245 osobom. Decyzje negatywne – nakaz opuszczenia kraju – wydano w liczbie 244, a dotyczyły one 414 osób. Wydano 759 decyzji o umorzeniu, względnie pozostawieniu sprawy bez rozpoznania, a dotyczyły one 2011 osób. 1027 osobom wydano 431 decyzji o zgodzie na pobyt tolerowany. ![]() |
|
| Subnet Internet (C)2003 |